Ukochany dziadziuś Kazik. Wszystkie wnuczki go uwielbiały - ja szczególnie. Dziadziuś był człowiekiem o wielkim sercu, dobrodusznym i uczciwym. Potrafił rozbawić każdego swoimi powiedzeniami. Moim ulubionym było oczywiście "kunać tego jak trza.." Dziadka ogródek podziwiał chyba każdy. Każdy krzaczek i roślinka posadzona równo w rządkach i starannie wypielęgnowana. W ogrodzie dziadek potrafił przebywać cały dzień nawet od świtu i bardzo się denerwował gdy ktoś go próbował z niego wyciągnąć zanim skończył pracę. Kiedy mój mąż Wojtek po raz pierwszy zobaczył ten ogród powiedział,że to niemożliwe żeby te ziemniaki posadził człowiek. Z każdej strony i pod każdym kątem było widać idealne równe rządki... Kiedy przyjeżdżałam do dziadków na wakacje i razem z siostrą "psociłyśmy" w ogrodzie lub przesiadywałyśmy na starym wielkim orzechu włoskim dziadek zawsze krzyczał: "Agnieszka, Marela do domu kunać tego.." W wakacje długimi wieczorami opowiadał nam cudowne długie historie o swojej młodości, zabawach, potańcówkach czasami o wojnie. Ubóstwialiśmy dziadziusia, kochaliśmy i.... czasami psociliśmy niesamowicie jako dzieci. O jednym "żarciku" nie zapomnę nigdy. Nosi on tytuł: "Pasztetowa z pieprzem o północy...", ale o nim wiemy tylko ja, "Marela" i ty dziadziuniu. Mój synek Filipek też bardzo pokochał swojego pradziadka. Kiedy przyjeżdzaliśmy do dziadków już na schodach krzyczał "Kazio" potem brał dziadka za rękę prowadził do małego wiaderka schowanego w szafce, w którym babcia trzymała spinacze do bielizny i mówił "Odż Kazio sipać".Mógł bawić się tak godzinę - przesypywać, układać i cieszył się niesamowicie kiedy dziadziuś przypinał mu je do rękawków i spodni. ..........BARDZO CIEBIE KOCHAM DZIADZIUNIU........